Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

23 sty 2019

1. Co cię nie zabije, to cię wzmocni

Słyszałam pobrzękiwanie zawieszonych na żyrandolu metalowych dzwoneczków, kiedy przez sypialnię przetoczył się niespodziewanie silny przeciąg. Temperatura w pomieszczeniu spadła niespodziewanie szybko, a z moich ust wyrwał się nieoczekiwanie biały obłoczek. Zacisnęłam zęby, gdy na rzęsach pojawiły się pierwsze oznaki szronu. Zawiesiłam ramiona i rzuciłam na otwartą walizkę parę sztruksowych spodni w kolorze butelkowej zieleni. Wiedziałam, że gdy się odwrócę, zobaczę przed sobą twarz ducha, o czym świadczył zimny pot spływający mi po karku oraz szara, prześwitująca dłoń na moim ramieniu. Czułam jego agresywną postawę – całe pomieszczenie aż trzeszczało od wyładowania elektrycznego, a na moich rękach włoski stawały dęba.
W takich chwilach jak ta, bycie medium mogłam nazwać zwykłą kulą u nogi. Mierzenie się z poltergeistem pierwszego stopnia, nie należało do najprzyjemniejszych momentów w moim życiu. I choć ten nie mógł w żaden sposób mnie skrzywdzić, to jego interakcje z pogodą stawały się uciążliwe, kiedy nie można było tego przewidzieć. A tym bardziej, kiedy nie można było z nim normalnie porozmawiać.
Zanim w ogóle otworzyłam usta, aby zganić zmorę za beztroskie wtargnięcie do domu, ta przeszła przeze mnie i rozłożyła ramiona, starając się zwrócić na siebie moją uwagę. Otworzyła nawet usta, starając się coś powiedzieć, ale wiedziałam, że i tak nic od niej nie usłyszę. Jęknęłam zaskoczona i wciągnęłam do płuc porządny haust powietrza. Lód przeniknął mnie do żywego, a moment jej śmierci mignął mi przed oczami. Wypadek samochodowy. Rozpłatana czaszka i krwotok wewnętrzny. Liczne złamania i brak żywej duszy na ulicy, oprócz jelenia, który uciekł z drogi.
Pokręciłam głową, wyrzucając z myśli obraz konającej kobiety.
– Zdajesz sobie sprawę, że za to wtargnięcie możesz mnie co najwyżej pocałować w tyłek? – burknęłam i potarłam odkryte ramiona dłońmi. Nawet tatuaż konstelacji skorpiona stał się bledszy i prawie niewidoczny na niemal sinej skórze. – Nie powinnaś tak robić. Nie możesz wtargać sobie tutaj jak do siebie i oczekiwać, że zwrócę ci życie. To nie tak działa.
Dusza skrzywiła się i wydarła na mnie. Nie byłam jednak pewna, czy zdawała sobie sprawę, że nie słyszałam ani słowa z tego, co do mnie właśnie mówiła. Najwyraźniej się tym kompletnie nie przejmowała albo w ogóle nie wiedziała, ponieważ dalej wymachiwała rękoma i otwierała usta. Tymczasem ja miałam chwilę na to, aby przyjrzeć się jej bardziej z bliska. Eleganckie ubrania, które nosiła miały mnóstwo wypalonych dziur i plam od krwi. Część głowy natomiast nieprzyjemnie została zmiażdżona. Prawa strona czaszki była wciśnięta do środka, a płaty skóry zwisały z niej. Większość włosów straciła, a to co pozostało, najwyraźniej zostało nadpalone. Całe szczęście twarz miała na tyle normalną, że nie musiałam obawiać się, że zwrócę drugie śniadanie. Dusza na oko miała ze trzydzieści parę lat, ciemne włosy i kilka mimicznych zmarszczek. Ta kobieta zza życia była pewnie ładna. Jednak nie to zwróciło moją uwagę – na jej palcu widniała obrączka.
Zacisnęłam zęby i przełknęłam żółć, która cofnęła mi się do gardła na myśl o tym, że właśnie przyszło jej się żegnać z ukochaną osobą, niezależnie od tego ile czasu ze sobą spędzili.
– Nie słyszę cię, jasne? – powiedziałam szybko, a dusza zamilkła zaskoczona. – Nie żyjesz. Nic z tym nie mogę zrobić. Nie oddam ci ciała w nienagannym stanie. Nie ożywię ponownie. Nie taka jest moja rola. Jestem medium. Czy wiesz kto to? – dusza przytaknęła, a bruzda na jej czole się powiększyła. – Moim zadaniem jest rozmowa z takimi jak ty. No cóż... przynajmniej w przenośni. Jak widzisz, nie z każdym mogę rozmawiać, ale wracając do tego co jest istotne na chwilę obecną. Jesteś tutaj, ponieważ musisz pożegnać się z tym życiem i opuścić ziemię. I odpowiadając na twoje pytanie: nie, nie wiem co się z tobą stanie po opuszczeniu ziemi. Wiem jednak, że jeśli tego nie zrobisz będziesz się błąkać przez następne stulecia, a twoja dusza nie zazna spokoju. Zrozumiałaś?
Dusza pokręciła głową. Uniosła dłoń i wskazała na swój pierścionek.
Dasz radę, Soraya. To jak zerwanie plastra. Nie pierwszy raz to mówisz.
– Przykro mi, ale nie możesz wrócić. Nawet do osoby, którą kochasz. Ona nie będzie cię widziała ani czuła. Będzie cię opłakiwać, ale nie pozostanie jej nic jak ruszyć do przodu. Jeżeli wolisz na to patrzeć, w porządku. Ty o tym decydujesz. Jednak pamiętaj, że odrzucając moją pomoc, a w tym możliwość opuszczenia ziemi, już nigdy nie będziesz mogła przystąpić do tego ponownie. Utkniesz tutaj na zawsze. Zastanów się nad tym, dobrze? Takie dusze nigdy dobrze nie kończą.
Kobieta zacisnęła zęby i rzuciła się do przodu, starając się wbić we mnie swoje paznokcie. Każda jej próba kończyła się na tym, że zalewała się coraz mocniej łzami. Spazmy targały jej ciałem. Co rusz przecierała rękawem policzki, choć nic z oczu nie wypływało. Przez lata obserwacji nauczyłam się, że duchy nie mogły płakać. Niezależnie od ich stopnia.
– Przepraszam, ale nic na to nie poradzę. Wykonuję po prostu swoją robotę. Przykro mi z twojego powodu, naprawdę, ale myślę że powinnaś zastanowić się nad tym, czy jest coś, co chciałabyś zrobić przed odejściem – westchnęłam ciężko i łapiąc się za głowę, patrzyłam jak dusza opada na kolana, faluje na powietrzu przez chwilę, aż w końcu znika. Wybrała pozostanie na ziemi, a ja nie mogłam jej za to winić. – Dobra robota, Soraya. Naprawdę. Kawał dobrej roboty. Kolejna dusza pozostała na ziemi.
Cichy śmiech poniósł się po pomieszczeniu, kiedy temperatura wróciła do normy.
– Jeszcze trochę wprawy i może w końcu uda ci się mnie przekonać do odejścia.
Wywróciłam oczami i spojrzałam przez ramię. Duke stał opary o framugę drzwi, trzymał jedną dłoń w kieszeni spodni, a drugą przeczesywał swoje włosy. Jak zwykle był ubrany w te same klasyczne ubrania: flanelową koszulę i jasne spodnie, a na stopach miał brązowe mokasyny.
Duke'a Hickmana poznałam trzy lata temu, na szkolnej próbie spektaklu „Dziadka do orzechów", gdzie miałam grać Klarę. Ostatecznie jednak wylądowałam wśród oglądających ze złamaną nogą, przypatrując się z żalem jak Jeannine Perez kolejny raz wygrywa w naszej gimnazjalnej przepychance i dostaje gromkie gratulacje. Do dnia dzisiejszego pamiętam sarkastyczny uśmiech ducha, kiedy nieszczęśliwie zleciałam ze sceny z jego powodu. Z jednej strony nie dziwiłam się mężczyźnie, który doprowadził do jego śmierci umyślnie. Sama bym to zrobiła, ponieważ Duke potrafił zajść za skórę. Często się wywyższał, a to co miał zwykle zdobywał przez nieczyste zagrywki. Tym też powodem został przejechany przez mercedesa profesora jednej z lepszych uczelni, który dowiedział się, że jego żona ma romans ze studentem w zamian za zaliczenia. Zmarł na miejscu, zmiażdżony przez koła samochodu.
– Uwierz – powiedziałam i minęłam go w przejściu, ciągnąc za sobą walizkę. – Nie marzę o niczym innym.
Przeszłam przez korytarz, usilnie starając się nie uderzyć ani nie wywrócić pudeł, które tam zalegały. W większości z nich były same zdjęcia oraz figurki, które mama nade wszystko uwielbiała zbierać. Na żółtych ścianach odznaczały się kwadraty oraz prostokąty po ściągniętych już fotografiach. Czerwony, staroświecki dywan został zwinięty i ułożony obok schodów, przez co teraz mogłam przyjrzeć się startym i porysowanym panelom. Żyrandol już dawno zanieśli do ciężarówki, przez co pozostała sama chwiejąca się na boki, żarówka na kabelku.
– Jesteś strasznie drażliwa dzisiaj, wiesz? – wyminął mnie, przy okazji trącając ramieniem. Zacisnęłam zęby i pociągnęłam mocniej za rączkę walizki. – Czuję się źle z tym, że będę siedział obok ciebie dwie godziny w samochodzie i nawet słowem się do mnie nie odezwiesz.
Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się do niego.
– Ja też się z tego powodu nie cieszę, Duke. Ale wiesz, że jeśli mama albo Tedd coś zauważą, będę leciała samolotem pierwszej klasy prosto do psychiatryka. Pamiętasz co się stało z kuzynką Melody? Ciotka Trudy wycisnęła z niej to, że jest medium i co? Wylądowała w psychiatryku, więc wybacz, ale nie widzi mi się jedzenie z zawiązanymi rękoma w kaftanie bezpieczeństwa czy chodzenie z przemiłą panią pielęgniarką do łazienki, bo muszę siku. Serio. Dwie godziny to nie wiele.
Bycie medium nauczyło mnie, że prawda nie zawsze stanowiła dobre wyjście. Czasami lepiej było kłamać, aniżeli pozwolić innym poznać swoje sekrety. Melody, siostrzenica mojego zmarłego ojca była taka jak ja, choć wiele nas różniło. Słuch o niej zaginął sześć lat temu, kiedy wpadła przed całą rodziną na weselu swojej starszej siostry. Nikt oprócz mnie nie widział, że rozmawiała ze starszą panią z siekierą w głowie, która uparcie ją błagała o to, aby zajęła się jej Pampuszkiem – kocurem, który już dawno zajął się jej ciałem. Dla pozostałej części rodziny wyglądała na obłąkaną. Chorą na głowę. Więc kiedy następnego dnia doszła do nas informacja, że została umieszczona w ośrodku psychiatrycznym dla swojego dobra, nikt nie był zdziwiony takim obrotem spraw. I choć nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu, to wiele razy chciałam ją odwiedzić i żałowałam, że nie wstawiłam się jakoś za nią. Jednak żyjąc wśród ludzi, którzy źle reagują na dziwactwa, cieszyłam się, że nie odebrałam sobie szansy na normalne funkcjonowanie pośród zwyczajnych nastolatków.
Byłam egoistką i dlatego trzymałam język za zębami.
Przekroczyłam próg domu i dopiero poczułam, że faktycznie muszę pożegnać się z całą masą wspomnień. Teraz czekał na mnie stary domek jednorodzinny, Ted i mama, nowi znajomi oraz szkoła. Wszystko ma swój początek, tak jak i koniec.


Jeżeli znajdziesz w tekście błąd czy nawet zwykłą literówkę, proszę, napisz mi o niej w komentarzu. To pomaga mi udoskonalić swoją pracę. Dziękuję!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz